Mój pierwszy raz…

Pewnego dnia po obiedzie zadzwonił telefon. Okazało się, że to dzwoni moja dawna pani młoda z prośbą czy nie mógłbym zrobić kilka zdjęć ciążowych. W każdej chwili spodziewają się dzidziusia, a chcieli by jakąś pamiątkę z brzuszkiem.
Przypuszczałem, że prędzej czy później to nastąpi, ale nie wiedziałem że aż tak szybko – moja pierwsza sesja z brzuszkiem. Miałem wielkiego stresa. Cały czas myślałem nad tymi zdjęciami.
Sesja brzuszkowa jest inna niż ślubna. To jest sesja w pewien sposób intymna. Trzeba być delikatnym, uważać na to, co kobieta w takim stanie może, a co nie może wykonać. Trzeba być ostrożnym.
Bardzo żałuję, że tylko tyle zdjęć tu przedstawiam. Jednak tylko na te otrzymałem zgodę od moich modeli, których serdecznie pozdrawiam i dziękuję za ową zgodę. Szanuję ich prywatność. Pozostawiam więc resztę zdjęć tylko dla ich oczu. Będą to tylko ich prywatne zdjęcia.
Często ciężko się pogodzić z tym, że zrobiło się wspaniałe zdjęcie, ale nikt nie może zobaczyć tego zdjęcia 🙁 Ja miałem tak samo. Ten filmik pomógł mi z pogodzeniem się z tą sytuacją. Po tym minutowym filmiku zrozumiałem, że fotograf musi pozostać człowiekiem.

Jak mi się udał chrzest brzuszkowy możecie się przekonać poniżej.








Moja pierwsza taka Wielkanoc :)

Przedstawiam Wam Gosię i Damiana. Gosia prowadzi swój salon kosmetyczny. Z taką renomą, podczas przygotowań służyła swoim bliskim sztuką poprawnego makijażu. Damian natomiast broni naszych granic.

Miałem przyjemność towarzyszyć tej parze cały dzień. Zastałem ich na świątecznym śniadanku. Od samego początku atmosfera w domu była fantastyczna. Rodzina i znajomi Młodych roześmiani od ucha do ucha, sypiący żartami z rękawa. Mimo to, im bliżej Godziny Zero, dawało się odczuć większe napięcie i delikatny stresik.

Po ceremonii ślubnej emocje opadły i wszyscy odsapnęli dając się porwać w wir zabawy…

Poniżej kilka kadrów z tamtego dnia.






























Ofiary i ich oprawcy…

Wczoraj bliżej poznałem na GG bardzo fajną osobę. Była na weselu Gosi i Damiana. Po naszej rozmowie dowiedziałem się, że kilka lat temu miała ślub. Wynajęła fotografa. Nie powiem ile za niego zapłaciła, ale mało nie było. Po wszystkim fotograf oddał zdjęcia. Monika, bo tak ma na imię, nie była zachwycona. Jej mąż podobnie. Zdjęcia były ciemne, zaszumione, niewyraźne, z czerwonymi oczami, itp. Fotograf poleciał po bandzie i tyle. Ludzie ci zostali ze zdjęciami, których wstydzą się teraz pokazywać komukolwiek. Zrobiło mi się ich żal, więc w prezencie podesłałem im to zdjęcie 🙂 Monika i jej mąż razem. Podczas wesela, po zrobieniu tego zdjęcia chwilkę porozmawialiśmy razem przy stole. Wtedy usłyszałem zaczątek tej smutnej historii, której kontynuację przeczytałem podczas naszej rozmowy na GG.

Przykro, że tacy „fotografowie” tak mocno psują opinię innym – dobrym w tym co robią 🙁 Tak jest, że sporo ludzi nie przejmuje się zbytnio zdjęciami ze ślubu i zamawiają kogokolwiek, nie zwracając nawet zbytniej uwagi na jego portfolio – byle by był. Nie piszę tu konkretnie o Monice i jej mężu. Oni wybrali fotografa z salonu fotograficznego. Przyciągnął on ich uwagę posiadaniem salonu i tym zdobył ich zaufanie. Podał cenę na tamte czasy (i na obecne również) bardzo wysoką. Co tylko umocniło ich w przekonaniu, że skoro jest taki drogi to znaczy, że dobry, że warto… Niestety okazało się co innego 🙁

Jest wielu takich pokrzywdzonych ludzi, którzy swoje zdjęcia ślubne nawet nie wyciągają na światło dzienne i trzymają głęboko w szufladach.

Kiedyś rozmawiałem ze swoją znajomą, która zajmuje się fotografowaniem, a jej mąż filmowaniem. Opowiadała, że byli u niej klienci. Zamówili filmowanie. Gdy zapytano ich o fotografa, odpowiedzieli, że zdjęcia zrobi im wujek i będzie OK. Niestety potem wracają pokrzywdzeni i pytają się czy nie dałoby się zrobić z tymi zdjęciami coś, żeby wyglądały profesjonalnie…

Ludzie są przyzwyczajeni do tandetnych zdjęć i gdy widzą zdjęcia, które odbiegają od tandety są w szoku; że są takie zdjęcia; że ich postrzeganie zdjęć zmieniło się; że zdjęcia to nie tylko takie, jakie robi przysłowiowy wujek Zenek na cioci imieninach. Niestety Ci wszyscy zanim zobaczą, jak zdjęcie winno wyglądać, są zbulwersowani ceną. Jak słyszą cenę od razy włącza się „znawca cennika fotograficznego”:

CO?! TO TE ZDJĘCIA CHYBA ZE ZŁOTA SĄ?!

Nie biorą pod uwagę jakości zdjęć (na papierze i ogólnego wyglądu zdjęcia jako obrazu) . Nie biorą pod uwagę tego, że ja od około dziewiątej rano do około drugiej rano dnia następnego jestem do dyspozycji młodych. Nie biorą pod uwagę tego, że prawie non stop mam aparat w dłoniach i śledzę wszystko, co jest na sali, by uchwycić dobry moment. Nie biorą pod uwagę, że nie robię szablonowo, że każdy ślub jest dla mnie inny – wyjątkowy i wyjątkowo i inaczej go przedstawiam. Nie biorą pod uwagę, że jak wracam do domu to moja praca się na tym nie kończy. Że każdemu ze 100 zdjęć poświęcam 30-60 minut obróbki w zależności od potrzeby.

Za to bierzemy (ja i moi znajomi) pieniądze. My (ja i moi znajomi fotografowie ślubni) nie jesteśmy jak pseudo-fotografowie, którzy robią tylko dla pieniędzy, wg ustalonych szablonów i pod jedną taśmę fabryczną. Którzy robią 5 tys zdjęć o niczym i nic nie mówiących i potem nawet bez żadnej obróbki (nawet bez technicznej, nie wspominając o innej profesjonalnej) oddają młodym i są happy bo zarobili właśnie 3 tys zł za nic. Największemu wrogowi nie chciałbym zaproponować takiego pseudo fotografa ślubnego.

Dzięki takim pseudo fotografom ludzie uważają, że fotografia ślubna to tzw „kotleciarstwo” – bez polotu i wizji artystycznej, typowe pstrykanie zdjęć. Im więcej tym lepiej – nie ważne, że o niczym nie opowiadają. Ważne żeby było jak najwięcej.

Żal mi tylko tych biednych ofiar takich pseudo fotografów, bo ślubu już nie powtórzysz, a efekty ich pracy wstyd pokazać innym 🙁

Chrzest bojowy

Dzień 12 kwietnia był dla mnie dniem wyjątkowym. Do wyjątkowości tego dnia przyczyniły się dwie rzeczy: pierwsza to nowy sprzęt – lepsza plastyka zdjęć, zdjęcia ostre i jasne nawet w ciemnych kościołach, szybki i czuły aparat. Druga sprawa to możliwość wykorzystania w boju umiejętności i rad nabytych na warsztatach repoglamour oraz wykorzystania profesjonalnej obróbki.

Jak było na miejscu? Wspaniale! O lepszej atmosferze nie mogłem sobie nawet pomarzyć. Szaleni, życzliwi i skorzy do zabawy ludzie; młodzi jeszcze lepsi, pomocni, zabawni… Zdjęcia same się robiły.

Teraz pozostaje tylko obróbka. Siądę w swoim roboczym kąciku przed komputerem, puszczę w tle jakąś muzyczkę i zacznę pracę.

Powiem, że jestem nastrojony bardzo pozytywnie po tym ślubie. Wczoraj, jak wróciłem do domu, od razu włączyłem komputer i zacząłem obrabiać nie tylko technicznie, ale już całkowicie, pomimo, że Gosia z Damianem nie wybrali nawet jeszcze zdjęć do albumu. Nie mogę się już doczekać efektu końcowego z tego ślubu. Całej serii zdjęć. Ten ślub jest dla mnie olbrzymim krokiem na przód by sięgnąć marzenia.

Wczoraj zdążyłem obrobić tylko dwa zdjęcia. Było późno, a ja zmęczony po podróży. Zmęczony, ale szczęśliwy. Przyznam się, że nie mogłem zasnąć z podniety.


Gosia (Pani Młoda) śliczna jak księżniczka, więc kolorki też bajkowe. Prowadzi zakład kosmetyczny, więc makijaż to samoobsługa 🙂 Nic więcej nie będę zdradzał dopóki nie wrzucę tu więcej zdjęć z tego ślubu. Proszę o cierpliwość.


Na sam koniec Gosia i Damian zaproponowali mi wspólne zdjęcie. Mimo, że było późno, ja zmęczony i przepocony to nie odmówiłem sobie takiej przyjemności 🙂 Dla nich mógłbym zrobić wszystko 🙂  (fot. Pan Kamerzysta)

Zabawa weselna była szalona. Nie mogę się doczekać, by pokazać więcej zdjęć. Jak tylko przygotuję zdjęcia do wyboru dla Młodych, Młodzi wybiorą, a ja potem poddam je postprodukcji, na pewno przedstawię tu szerzej historię tych dwojga zakochanych ludzi 🙂

Pozdrawiam wszystkich gości weselnych, ale najbardziej bohaterów tego dnia: Gosię i Damiana 🙂

© 2018 Hubert Kalinowski - Wszelkie prawa zastrzeżone