Niedawno opisywałem plener Marty i Damiana. Dziś przyszedł czas na ich ślub, który odbył się 2 dni przed plenerem. Nerwy dawały się we znaki, ale to normalne. Każdy się denerwuje. Bardziej lub mniej. Nerwy puściły na weselu. Każdy bawił się jak tylko mógł.

































Niedawno opisywałem plener Marty i Damiana. dzis cofniemy się o dwa dni































A to było tak…

Niedawno opisywałem plener Marty i Damiana. Dziś cofniemy się o dwa dni i przyjrzymy się jak to było w ich dzień ślubu. Tradycyjnie już, przed ślubem panowała wielka nerwówka, zarówno w domu Marty jak i Damiana. Emocje opadły na weselu, kiedy każdy poddał się tanecznemu wirowi. Poniżej przedstawiam skrót fotograficzny z wyjątkowego dla Nich dnia.

































Wyobraźnia płata figle…

Poznajcie Martę i Damiana. Podczas spotkania organizacyjnego z Damianem omawialiśmy kwestię pleneru. Damian nalegał, by plener odbył się tego samego dnia co ślub. Byłem zmartwiony, ponieważ w dzień ślubu jest tyle obowiązków i tak malutko czasu na cokolwiek, że plener zapowiadał się nie za bardzo. Wstępnie wytłumaczyłem, że taki szybki plener ma sporo wad. Prócz nie możności delikatnego pobrudzenia się i ogólnego dbania o wygląd dochodzi czas, a raczej jego ewidentny brak. Wszystko to sprawia, że młodzi na zdjęciach są zestresowani, sztywni i nie są sobą, a ja nienawidzę takich zdjęć 🙁 Na szczęście na tydzień przed godziną zero Damian zadzwonił do mnie i stwierdził, że wolą jednak plener innego dnia niż dzień ślubu. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Dobrze się zapowiadało 🙂

Marta i Damian wspominali wciąż, że znają fajne miejsce z powalonym drzewem nad rzeką. Ja sobie to wyobraziłem jako malutką rzeczkę u dołu i niewielkie drzewko bez gałęzi łączące oba brzegi rzeki. Kiedy przyszedł czas na plener i zajechaliśmy na miejsce, zauważyłem, że się bardzo myliłem. Och, jakże bardzo się pomyliłem 🙂 Oczka mi się zaświeciły z radości, mózg zaczął pracować na pełnych obrotach, a zdjęcia poszły w ruch…

Istniało bardzo wielkie niebezpieczeństwo, że wpadnę do wody – głębokiej i lodowatej. Byłem przygotowany na takie ryzyko. Kurczę, dla takich zdjęć warto ryzykować! Wyjąłem wszystkie cenne przedmioty z kieszeni, a aparat byłem gotów w każdej chwili odrzucić w ramiona mojej kochanej żony. Na szczęście skończyło się tylko na obawach i fajnych zdjęciach 🙂











© 2018 Hubert Kalinowski - Wszelkie prawa zastrzeżone