Puzzle cz. II

Zebrało mi się na majowe wspomnienia z Paryża. Przeglądając nasze prywatne zdjęcia, znalazłem jeszcze kilka, które mogę Wam pokazać, a które przedstawiają piękno tego, co można zobaczyć w Paryżu. Podobnie jak w części pierwszej, zdjęcia tradycyjnie rozrzucone jak puzzle na podłodze – bez ładu i składu. Mam nadzieję, że kiedyś tam wrócimy…



Puzzle

Od kilku lat nie mieliśmy żadnych wakacji. Potrzebowaliśmy jakiejkolwiek podróży, żeby naładować baterie przed sezonem. Zamarzył nam się Paryż – europejska stolica kultury.  Wybraliśmy się tam dla siebie, żeby spędzić czas razem. Zdjęcia też były, ale na drugim miejscu. Zapraszam na paryskie puzzle – zbiór kilkudziesięciu zdjęć „ułożonych” w bezładzie 🙂

"Jesteśmy maślanki i pewnego dnia zamarzyło nam się przejechać obie Ameryki…"

 Pamiętacie na pewno Magdę i Piotra. Miałem tą przyjemność dzielić z nimi radość w maju rok temu. Wyobraźcie sobie, że od listopada 2010 spełniają swoje marzenie. Bardzo piękne marzenie. Marzenie, które wymaga odwagi, samozaparcia, ale które przynosi wiele satysfakcji, dumy i radości. Najważniejsze jest jednak to, że mogą je spełniać we dwoje. Magda z Piotrem postanowili dzielić się swoją radością z innymi. Od listopada prowadzą blog, w którym opisują każdy dzień, każdą przygodę z wędrowania po obu Amerykach. Od Ziemi Ognistej po Alaskę. Wyprawa egzotyczna, pełna przygód, wspaniałych ludzi, niesamowitych przeżyć i widoków, egzotycznych zwierząt i kuchni tubylców. Zapraszam wszystkich chętnych na blog wędrowniczy Magdy i Piotra, a także na mapkę, gdzie oznaczona jest ich podróż. 
Magdo! Piotrze! Jesteście niesamowitą i odważną parą, która nie boi się zdobywać swoje marzenia.  Pozdrawiam i powodzenia na szlaku! 🙂

Podróż poślubna…

Nowy sezon, nowe pomysły, nowi ludzie… W ten poniedziałek na zaproszenie Michaliny i Bartka, moja żona i ja, mieliśmy okazję towarzyszyć w ich podróży poślubnej. Było strasznie zimno. Wręcz lodowato. Co chwilkę grzaliśmy się gorącą herbatą w pobliskich kafejkach. Wraz z żoną jestem pełen podziwu dla naszych modeli. Pomimo tak nieznośnej pogody, dzielnie stawiali czoło naszym „widzimisiom”. Zapraszam na kilka zdjęć z tej sesji…









Na koniec bonisuk. Moja kochana żona i plener od kuchni:


U znajomych…

Jako, że skończył się sezon, a ja odpoczywam i się relaksuję, dziś nie będzie zdjęć ślubnych. W ramach mojego wolnego czasu podzielę się z Wami moją wizytą u znajomych fotografów, która długo pozostanie mi w pamięci. Załadowany, z samego rana, ruszyłem w stronę dworca PKP. Z ostatniego wpisu wiecie, że nie przepadam za porannymi pobudkami, a szczególnie za takimi, kiedy nie ma jeszcze słońca. To jednak nie był koniec mojego dyskomfortu. Czekała mnie 10-cio godzinna podróż na południe kraju. Mimo, że prowadzę w większości siedzący tryb życia to 10 godzin na tyłku dawało się we znaki. W międzyczasie przeczytałem książkę, porozmawiałem z miłą staruszką, obejrzałem Polskę przez okno pociągu i jakoś czas minął. Na miejscu powitali mnie Dominika i Piotr. Pierwszy dzień, a raczej wieczór upłynął nam na podsumowaniu sezonu 2009. Dzieliliśmy się swoimi doświadczeniami, a także zabawnymi sytuacjami. Zanim ktokolwiek spojrzał na zegarek była już 3 rano. Następnego dnia Dominika i Piotr oprowadzili mnie po okolicy. Po miejscach, które wykorzystują podczas plenerów ślubnych. Najbardziej w pamięci utkwiła mi stara cementownia, której pięknu się poddałem i wyjąłem aparat…


Mnie tu się kojarzy klimat z filmu „ALIEN”

Film „RING”

Piloci tej wycieczki: Dominika i Piotr
S.T.A.L.K.E.R

Piotr zrobił mi i Dominice kilka zdjęć. Od początku naszej wycieczki zazdrościłem Dominice jej torebki więc nie mogłem się już powstrzymać i na czas sesji plenerowej była już przewieszona na moim ramieniu (oczywiście torebka, a nie Dominika :P).

Fot: Piotr. Obróbka: ja
pt.: „Troszkę cyklinowania i możemy się wprowadzać”

Fot: Piotr. Obróbka: ja
„O taką mam torebkę zajedwabistą!”

Świerklaniec też odwiedziliśmy. Miejsce kultu fotoziutków. Dowiedziałem się, że podczas sezonu, a szczególnie w sierpniu, w Świerklańcu nad wodą ustawiają się (dosłownie) kolejki fotoziutków, by w tym magicznym miejscu zrobić idealne zdjęcie. Ja również postanowiłem, że stanę się historią i częścią tego miejsca. Pomogła mi w tym moja para pilotów: Dominika i Piotr. By tradycji stało się zadość, nie omieszkałem użyć lampy błyskowej z palnikiem na wprost, aby dodać jeszcze większej magii temu miejscu. Poniżej kilka wersji zdjęcia z tego magicznego miejsca. Nie wiem na jaką wersję się zdecydować. Starałem się podczas obróbki wykorzystać wszelkie metody stosowane i lubiane (oczywiście na półserio).

Chciałbym podziękować Dominice i Piotrowi za wspaniale spędzony czas. Zapraszam Was do siebie 🙂

"Jak na papieżu"

Wyobraź sobie, że stoisz przy polnej, ubitej drodze. W oddali słyszysz delikatny szum, który gwałtownie się wzmaga i przeradza w odgłos, jakby rozwścieczonego roju szerszeni. Potem słyszysz coś jakby wielkie tornado. Następnie zaś przestrzeń dźwiękową opanowuje warkot silnika (na najwyższych obrotach) i czujesz jak pod Twoimi stopami lekko drży ziemia, a w brzuchu burczy jakbyś był na koncercie i czuł w trzewiach wielki bas. Z daleka słychać wrzaski ludzi – głośne „OCHY” i okrzyki radości. Gwizdanie ostrzegawcze służb porządkowych o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Czujesz jak adrenalina rozchodzi się po całym ciele, stoisz kilka metrów od trasy pędzącego samochodu i nagle czujesz olbrzymi podmuch, który prawie Cię odrzuca (a może to strach każe Ci uciekać?). Przeładowany siłą i mocą, kolorowy potwór przelatuje obok Ciebie mając ponad 200km na liczniku na wąskiej lekkiej nawierzchni, by za chwilę oderwać wszystkie cztery koła od ziemi i poszybować 1,5 metra nad ziemią na najbliższej hopce, a Ty czujesz się jakbyś to właśnie Ty siedział za sterami tego rozwścieczonego stwora. Niesamowita adrenalina i emocje. Tak jest podczas mojego kochanego sportu – rajdów WRC!!!

W ten weekend miałem tą przyjemność być kibicem podczas 66 Rajdu Polski. Był to rajd, który został włączony do rajdów światowych. Tak więc w tym roku kibiców była masa. Byłem nawet niechcący świadkiem rozmowy dwóch tubylców (dwaj starsi panowie w gumiakach) komentujących ilość kibiców. Najbardziej zapamiętałem to zdanie: „Popatrz, popatrz, jak na papieżu…”.

Zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć z 27 czerwca (sobota) – drugi dzień rajdu. Przed obejrzeniem, aby poczuć chociaż w kilku procentach rajdowy klimacik, polecam włączyć jeden z utworów poniżej – specjalnie napisany pod kibiców rajdowych:

RAJD JEST RAJD

RAJDOWY WEEKEND

Sebastian Loeb na 66 Rajdzie Polski. Nie sądziłem, że dożyję tej chwili 🙂 Aż łezka w oku się kręci 😉

Kibice dbają o swoje wygody…

Giżycko wynajęło sobie transport u tubylców, zaś inni niestety na odcinki przedzierali się piechotą 🙁

Podrzucam też filmik autorstwa Palibata. Filmik również bardzo dobrze oddaje atmosferę rajdu.

DO ZOBACZENIA NA RAJDZIE POLSKI ZA ROK…

© 2018 Hubert Kalinowski - Wszelkie prawa zastrzeżone