Góralu, czy Ci nie żal….

Nigdy nie wybrałem się w prawdziwe góry. Zawsze albo nie miałem czasu, albo pieniędzy. Moje ciche marzenia spełniły się w poprzednim tygodniu. Wraz z rodzicami i żoną wybraliśmy się w góry, a konkretnie do Zakopanego – między innymi podziwiać skoki narciarskie, ale o tym kiedy indziej.

Jakie są góry? Różnią się trochę od tych, które ja sobie wyobrażałem. Przede wszystkim nie spotkałem tam górali, a handlarzy-biznesmenów. Wyobrażałem sobie tam spokojną, cichą mieścinę, która żyje swoim własnym tempem, niezależną od nikogo „osadę”. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że to jeden wielki targ.
Zabrałem ze sobą aparat (bo jakże by inaczej). Niestety zdjęcia mogłem robić najlepiej z ukrycia, bo każdy tubylec, który zauważył, iż jest fotografowany, albo fotografowane jest jego dzieło, kiosk, bryczka z konikami, niby żartem, niby serio wyciągał rękę po pieniążki – to na sianko, to by się lepiej mu handlowało, to by pogoda była lepsza, itp. Przechadzając się, natknąłem się na tubylców sprzedających szczeniaki owczarków podhalańskich i bernardynów. W tym czasie sporo ludzi było zainteresowanych owymi psiakami, ale większość chciała ich tylko pogłaskać, popatrzeć, zrobić sobie zdjęcie z nimi. Oczywiście, że mogli, ale w dobrym guście było by potem obdarować właścicieli szczeniaczków pieniążkami „na karmę”.
Podróżowałem już po kilku krajach, w których zarabia się przede wszystkim na turystach, ale żaden kraj nie prosił o jałmużnę, za cokolwiek, tak jak to miałem okazję zauważyć w Zakopanem.
Z tej racji nie pochwalę się prawie żadnym zdjęciem z Zakopiańskiej „osady”. Nie ze względu na to, że skąpy byłem, ale ze względu na to, że po opłaceniu „podatku od zdjęcia” klimat i chęci na dobre zdjęcie przechodziły mi raptownie, a zdjęcia wychodziły nijakie.
Całe szczęście, że góry to nie Zakopane, a szczyty, które się nad nim wznoszą, a które fotografowałem z sercem, bo piękno ich powalało.

Słowacka strona granicy

Samotny słupek na Kasprowym Wierchu

Krzyż na Giewoncie

Kasprowy Wierch na tle Zakopanego

Telefon z życzeniami urodzinowymi
Szczyt na Kasprowym na kilka chwil przed mini-burzą śnieżną
Dzwon na Kasprowym

Widok z kolejki linowej

Kościół, który zbudowali górale jako wotum wdzięczności za wyratowanie papieża z rąk śmieci po zamachu.


Kopia krzyża z Giewontu stojąca przy kościele, który zbudowali górale jako wotum wdzięczności za wyratowanie papieża z rąk śmieci po zamachu.

Tubylcy posłużą się wszystkim, żeby sobie trochę dorobić na turystach…

Świąteczny czas… Aapsik!

Za sobą mam już atak grypy. W sumie to nie przeszło mi jeszcze tak do końca bo od czasu do czasu jeszcze posmarkuję 🙂 Atak wspominam jako wielkie katusze z niemożliwością oddychania. Na domiar złego zaraziłem również małżonkę, więc razem się kurowaliśmy 🙂

Bąbel nie umiał się zarazić od nas, czego zazdrościła mu żona.

Już żyjemy świątecznym czasem. Wkoło czuć zapach świąt i wielkiego oczekiwania. Dzisiaj zapakowaliśmy prezenty. Jestem bardzo zdziwiony szałem świątecznych zakupów. Nie wiem jak to się dzieje, ale z roku na rok ludzie kupują coraz więcej i coraz drożej. Ja niestety nie jestem wyjątkiem. Po dzisiejszym opakowaniu prezentów, okazało się, że przesadziliśmy. Prezenty zajęły nam szczyty trzech szaf.

W domu świąteczny wystrój gotowy, choinka ubrana. Tylko czekać do Świąt. Korzystając z okazji życzę wszystkiego najlepszego; spełnienia marzeń i lepszego 2009 roku 🙂

Ankieta prawdę Ci powie

Po swoim ostatnim poście założyłem ankietę, która by mnie upewniła lub zastanowiła nad wyborem D700. Zauważyłem, że do tej pory nikt nie zagłosował. Zastanawia mnie to jeszcze bardziej i dochodzę do wniosku, że może jednak nie warto prowadzić tego bloga, bo nikt go nie przegląda, więc nie mam z kim się dzielić moimi przemyśleniami i zdjęciami…

A życie toczy się dalej…

Długo mnie nie było. Miałem kilka spraw, które nie pozwoliły mi znaleźć czasu na jakikolwiek wpis do bloga. Młyn w pracy był największym powodem 🙂 Niedawno były andrzejki, na których dowiedziałem się, że mam możliwość stać się właścicielem mojego wymarzonego D3.

Nikon D3


Aparacik jest wspaniały. Bardzo kosztowny, ale i bardzo szybki i bardzo czuły i nie szumi mocno. I nagle zaczęło mnie być stać na taki sprzęt. Tzn nie od razu, ale za jakieś 2-3 miesiące. To i tak lepsze niż dopiero za 3-4 lata. Dorwałem fajną i dobrze płatna fuchę. Niestety / stety polak jest osobą bardzo skąpą i czułą na jakiekolwiek utraty wagi portfela. Nawet jeśli to miało by się dla niego skończyć odstąpieniem od swoich marzeń. I tak też się stało ze mną. Zacząłem dużo myśleć i konsultować z moimi znajomymi i nieznajomymi. Doszedłem do wniosku, że odpuszczę sobie jednak marzenia i za kwotę wartości Nikona D3 kupię Nikona D700. Matrycę ma z D3 więc i czułość ta sama. A na czułości i braku szumów mi zależy najbardziej. Za różnicę dokupię grip i jakieś szkiełko. Żyjemy by dogonić marzenia, ale niestety często się zdarza, że gdy pędząc autostradą życia myślisz, że Twoje marzenia są tuż za zakrętem, okazuje się, że tam jest znak informujący, że to dopiero za 100km.

Nikon D700


Ponizej klika zdjęć z andrzejek. Niestety z lustrzankami jest tak, że kiedy się je wyciągnie to goście automatycznie się krępują, a dodatkowo dochodzi wzrok wkurzonej żony, że jej goście boją się aparatu. Tak wiec większość moich zdjęć z imprez to zdjęcia potraw i naczyń 😛

Szał andrzejek i wynalazek mojej kochanej żony: galaretka wielowarstwowa z owocami.


Gwóźdź programu: sałatka grecka mojej roboty 🙂

Cytrynowe i czekoladowe ciasto. Ja osobiście wolałem to cytrynowe – MNIAM!

Moja sałatka smakowała najbardziej 😛

© 2019 Hubert Kalinowski - Wszelkie prawa zastrzeżone