Mój nowy towarzysz ślubny, czyli MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ!!! :)

Stało się. Od ostatniej soboty, godziny 15:00, stałem się szczęśliwym posiadaczem Nikona D3 i kilku fajnych szkiełek na pełną klatkę 🙂 Może to głupio zabrzmi, ale byłem tak rozemocjonowany i tak szczęśliwy, że z ledwością się powstrzymywałem, żeby nie podskoczyć do sufitu 🙂 Był szampan, podniosłe mowy, defilady, koncerty, burmistrz i prezydent, miss mokrego podkoszulka, itp. 🙂 Była masa uciech i radości. Teraz nastał czas nauki i czytania 400 stronicowej instrukcji… Rozpoczęło się też wielkie testowanie i podziwianie zalet nowego sprzętu. Aparacik jest dość ciężki, ale dla mnie to tylko zaleta. Zastanawiam się czy nie zmienię zdania po kilkunastogodzinnym dniu trzymania go prawie non stop 🙂 Nie mogę się już doczekać swojego pierwszego zlecenia tym aparacikiem.

Wczoraj żona w ramach testu, zrobiła mi kilka zdjęć nowym Nikonem. Jedno poniżej. Model ze mnie żaden, bo rzadko bywam po drugiej stronie obiektywu. Podszedłem do tego spontanicznie, co widać 🙂 Po kilku minutach żona powiedziała, że już nie chce robić zdjęć – aparat za ciężki 🙂

Minął tydzień jak z bicza strzelił…

…a ja wciąż żyję tylko warsztatami REPOGLAMOUR. Budzę się i zasypiam z dyrektywami wszczepionymi w mój podatny na wszelkie uwagi umysł. Ludzie oglądają moje zdjęcia i chwalą, co tylko mnie przekonuje, że dokonałem właściwego wyboru wpłacając niemałą sumkę na cele warsztatowe. Wielu znajomych mówiło, że to inwestycja i się zwróci, a nawet z zadatkiem. Okazuje się, dziś, że mieli rację. Wciąż napływające zgłoszenia ludzi zainteresowanych moimi usługami, sprawiają, że wciąż na nowo zapala się we mnie wewnętrzna świeczka i promieniuję nią cały. Zaraziłem już swoją żonę i najbliższą rodzinę. Mówią mi, że taki szczęśliwy i radosny już dawno nie byłem.
Jedna z dyrektyw warsztatowych (mam nadzieję, że jak ją podam, to mnie nikt z warsztatowców ani tym bardziej mentorów, nie ukamienuje za rozpowszechnianie) brzmiała: INWESTYCJA W SPRZĘT. Od wczoraj uruchomiłem ową dyrektywę i wchodzi ona właśnie w życie. Sprawiło to, że jak Bozia dopomoże, to w najbliższej przyszłości (być może nawet za tydzień) moja stajnia sprzętowa dość mocno się rozrośnie o najlepsze, a co za tym idzie najdroższe „ogiery” czystej krwi japońskiej spod znaczku Nikona. Na razie nic więcej nie mogę zdradzić. Jedynie jeszcze dopiszę, że zdjęcia zyskają i to BARDZO. A co za tym idzie – moi Klienci zyskają zdjęcia o lepszej plastyce i jakości.
Poniżej, odgrzewając emocje warsztatowe, przedstawiam zdjęcia z backstage’u warsztatowego z moją osobą i na końcu jedno moje z Panną Młodą.

(fot. Jakub Zarembski)

JA – pierwszy od prawej (fot. Jakub Zarembski)

Ja – w tle pierwszy od prawej (fot. Jakub Zarembski)

Mama…

Przeglądałem ostatnio swoje archiwalne zdjęcia. Natrafiłem na to i od razu mi się mordka uśmiechnęła. Moja mama z gorącą patelnią, w fartuszku i roześmiana od ucha do ucha. Taką mamę najbardziej pamiętam. Jest to mama, która zawsze ma otwarte serce dla swoich dzieci. Pozdrawiam mamę!

Góralu, czy Ci nie żal….

Nigdy nie wybrałem się w prawdziwe góry. Zawsze albo nie miałem czasu, albo pieniędzy. Moje ciche marzenia spełniły się w poprzednim tygodniu. Wraz z rodzicami i żoną wybraliśmy się w góry, a konkretnie do Zakopanego – między innymi podziwiać skoki narciarskie, ale o tym kiedy indziej.

Jakie są góry? Różnią się trochę od tych, które ja sobie wyobrażałem. Przede wszystkim nie spotkałem tam górali, a handlarzy-biznesmenów. Wyobrażałem sobie tam spokojną, cichą mieścinę, która żyje swoim własnym tempem, niezależną od nikogo „osadę”. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że to jeden wielki targ.
Zabrałem ze sobą aparat (bo jakże by inaczej). Niestety zdjęcia mogłem robić najlepiej z ukrycia, bo każdy tubylec, który zauważył, iż jest fotografowany, albo fotografowane jest jego dzieło, kiosk, bryczka z konikami, niby żartem, niby serio wyciągał rękę po pieniążki – to na sianko, to by się lepiej mu handlowało, to by pogoda była lepsza, itp. Przechadzając się, natknąłem się na tubylców sprzedających szczeniaki owczarków podhalańskich i bernardynów. W tym czasie sporo ludzi było zainteresowanych owymi psiakami, ale większość chciała ich tylko pogłaskać, popatrzeć, zrobić sobie zdjęcie z nimi. Oczywiście, że mogli, ale w dobrym guście było by potem obdarować właścicieli szczeniaczków pieniążkami „na karmę”.
Podróżowałem już po kilku krajach, w których zarabia się przede wszystkim na turystach, ale żaden kraj nie prosił o jałmużnę, za cokolwiek, tak jak to miałem okazję zauważyć w Zakopanem.
Z tej racji nie pochwalę się prawie żadnym zdjęciem z Zakopiańskiej „osady”. Nie ze względu na to, że skąpy byłem, ale ze względu na to, że po opłaceniu „podatku od zdjęcia” klimat i chęci na dobre zdjęcie przechodziły mi raptownie, a zdjęcia wychodziły nijakie.
Całe szczęście, że góry to nie Zakopane, a szczyty, które się nad nim wznoszą, a które fotografowałem z sercem, bo piękno ich powalało.

Słowacka strona granicy

Samotny słupek na Kasprowym Wierchu

Krzyż na Giewoncie

Kasprowy Wierch na tle Zakopanego

Telefon z życzeniami urodzinowymi
Szczyt na Kasprowym na kilka chwil przed mini-burzą śnieżną
Dzwon na Kasprowym

Widok z kolejki linowej

Kościół, który zbudowali górale jako wotum wdzięczności za wyratowanie papieża z rąk śmieci po zamachu.


Kopia krzyża z Giewontu stojąca przy kościele, który zbudowali górale jako wotum wdzięczności za wyratowanie papieża z rąk śmieci po zamachu.

Tubylcy posłużą się wszystkim, żeby sobie trochę dorobić na turystach…

Ankieta prawdę Ci powie

Po swoim ostatnim poście założyłem ankietę, która by mnie upewniła lub zastanowiła nad wyborem D700. Zauważyłem, że do tej pory nikt nie zagłosował. Zastanawia mnie to jeszcze bardziej i dochodzę do wniosku, że może jednak nie warto prowadzić tego bloga, bo nikt go nie przegląda, więc nie mam z kim się dzielić moimi przemyśleniami i zdjęciami…
© 2019 Hubert Kalinowski - Wszelkie prawa zastrzeżone