Szczęśliwi fotografowie czasu nie liczą…

Dziesiątego października Karol ślubował Karolinie, a Karolina Karolowi. Był to piękny słoneczny jesienny dzień. Chmurki też się czasem pojawiały, ale słonko wygrało tę batalię. Karolina i Karol do ślubu udali się pięknym oryginalnym Rolls-Royce z kierownicą po prawej stronie, który mnie zachwycił. Jednak najbardziej w pamięci zostało mi wesele. Mnóstwo kolorowych światełek i dwóch bardzo sympatycznych panów, którzy potrafili rozkręcić zabawę: wodzirej i DJ. Ludzie bawili się fantastycznie. Przyznam, że to było moje pierwsze wesele, gdzie nawet nie zauważyłem jak wybiła północ i zaczęły się oczepiny. Byłem w szoku, że czas tak szybko mi minął. Poniżej przedstawiam w skrócie bieg wydarzeń.














































Król Karol kupił królowej Karolinie korale koloru koralowego

Trafiła mi się bardzo ciekawa para. Oddzielnie nie budzą takiego zainteresowania, jak razem. Poznajcie Karolinę i Karola. Nawet ksiądz podczas odczytywania ich imion z ambony zrobił pauzę, by sprawdzić czy aby przypadkiem się nie pomylił. Nie pomylił się. Wszystko się zgadza: KAROLINA I KAROL 🙂 O ślubie jednak napiszę innym razem. Zastanawiałem się jak by pokazać na zdjęciach Karolinę i Karola. Do głowy przyszło mi powiedzenie łamiszczękowe: „Król Karol kupił królowej Karolinie korale koloru koralowego”. Więc dlaczego by tego nie użyć na zdjęciu? 🙂


Karolina i Karol to prawdziwe morsy i wielkie zuchy. Podczas pleneru panował ogromny huragan, a temperatura trzymała się delikatnie koło 8 stopni na plusie. Oni jednak twardo się trzymali nie zwracając najmniejszej uwagi na warunki pogodowe. Podczas spotkania Karolina zapytała czy mogą być ubrani inaczej niż na ślubie. Stąd np trampki i brak welonu. Ogólnie to szalenie weseli z nich ludzie z mnóstwem energii, którą każdego zarażają 🙂










© 2019 Hubert Kalinowski - Wszelkie prawa zastrzeżone