"Jesteśmy maślanki i pewnego dnia zamarzyło nam się przejechać obie Ameryki…"

 Pamiętacie na pewno Magdę i Piotra. Miałem tą przyjemność dzielić z nimi radość w maju rok temu. Wyobraźcie sobie, że od listopada 2010 spełniają swoje marzenie. Bardzo piękne marzenie. Marzenie, które wymaga odwagi, samozaparcia, ale które przynosi wiele satysfakcji, dumy i radości. Najważniejsze jest jednak to, że mogą je spełniać we dwoje. Magda z Piotrem postanowili dzielić się swoją radością z innymi. Od listopada prowadzą blog, w którym opisują każdy dzień, każdą przygodę z wędrowania po obu Amerykach. Od Ziemi Ognistej po Alaskę. Wyprawa egzotyczna, pełna przygód, wspaniałych ludzi, niesamowitych przeżyć i widoków, egzotycznych zwierząt i kuchni tubylców. Zapraszam wszystkich chętnych na blog wędrowniczy Magdy i Piotra, a także na mapkę, gdzie oznaczona jest ich podróż. 
Magdo! Piotrze! Jesteście niesamowitą i odważną parą, która nie boi się zdobywać swoje marzenia.  Pozdrawiam i powodzenia na szlaku! 🙂

Powodzianom na pomoc…

Magdalena i Piotr. Ona wesoła, on zamyślony. Ona uśmiechnięta, on wzruszony. Wspaniała para. Bardzo dobrze mi się z nimi pracowało. Przyjazna atmosfera od samego początku. Czułem się w ich towarzystwie wspaniale. Miłość i dobroć promieniowała od nich od samego początku. 
Zdarza się, że młodzi informują, iż zamiast kwiatów woleli by kupony lotka lub zabawki dla biednych dzieci,itp. Jako, że ślub miał miejsce pod koniec maja, kiedy nasz kraj zaatakowały powodzie, pozytywnym zaskoczeniem była dla mnie informacja, iż zamiast kwiatów, goście weselni zostali poproszeni o ofiarowanie datków dla powodzian. 

Zapraszam na zdjęciowy skrót tego dnia.

Uchata i ojciec wszystkich aparatów…

Magdalena i Piotr – kolejna sympatyczna para. Wspaniale bawiłem się  z nimi na plenerze. Dodatkowo towarzyszyła nam młoda suczka Uchata, z której pojawieniem się wiąże się fajna historia.  Magda któregoś dnia udała się ze swoją koleżanką do schroniska dla zwierząt. Miała pomóc tejże koleżance w wyborze psa. Przed wyjazdem otrzymała od rodziców hasło, żeby przypadkiem nie przyszło jej do głowy przywieźć psa również dla siebie. Na miejscu okazało się, że Uchata (imię na cześć odstających uszu) złamała serce Magdy i stała się kochanym członkiem ich rodziny.
Piotr natomiast pozytywnie zaskoczył mnie swoim hobby. Samodzielnie z kawałków złożył stary aparat wielkoformatowy 8×10 cala, którym teraz robi zdjęcia. Aparat jest w pełni sprawny, o czym miałem możliwość przekonać się podczas sesji plenerowej. To niesamowite uczucie mieć możliwość zobaczyć tego staruszka , a zarazem ojca fotografii  w akcji.
 

Poniżej moja kochana żona. Na plenerze pomagała mi jak tylko umiała. Pozdrawiam Cię Kochanie 🙂
© 2019 Hubert Kalinowski - Wszelkie prawa zastrzeżone