M&M’s…

Maja i Marcin – kolejna fajna para 🙂 Pamiętam ten dzień. To była końcówka maja. Piękny słoneczny dzień. Czuło się na twarzy łaskotanie promieni słonecznych, delikatnie grzejących skórę. Ech… Miło tak powspominać, kiedy za oknem szaro, lekko siąpi deszcz, a chodzenie w koszulce na krótki rękaw spotyka się z pukaniem w czoło przez przypadkowo spotkane osoby. Pamiętam tą zdrową, ale i sympatyczną nerwówkę w mieszkaniu podczas przygotowań. Z minuty na minutę robiło się coraz ciaśniej i coraz więcej gości 🙂 To ktoś zaglądał przez lekko niedomknięte drzwi, to gwizdał czajnik z gotującą się wodą na kawę, to znowu dzwonek do drzwi, okupowana łazienka, przeciskania się ludzi w przedpokoju 🙂 Było fajnie. Sporo się działo. Wspominam też bardzo oryginalny, klimatyczny  kościół, oraz wesele w drewniano-murowanej klimatycznej sali… Pamiętam też plener. Zachmurzone lekko niebo gwałtownie przerodziło się w ulewę, która popsuła nam szyki. Dobrze, że znaleźliśmy jakieś zastępstwo w postaci pomieszczenia z dachem 🙂  
Maju, Marcinie, pozdrawiamy Was gorąco! 🙂 Dziękujemy za fajne chwile z Wami spędzone. Było bardzo sympatycznie.

k

Na deser mały backstage. Moja biedna, padnięta żonka 🙂


© 2019 Hubert Kalinowski - Wszelkie prawa zastrzeżone