Detektyw Kalinowski…

Zaczynam powolutku nadrabiać zaległości blogowe 🙂

Ślub Justyny i Wojtka przeżyłem bardzo mocno. Szczególnie dzień przed. Miałem tego dnia zadzwonić do Justyny z zapytaniem o godzinę, na którą umówiła się z fryzjerem. Niestety numer telefonu jakim dysponowałem  (jak się okazało) był numerem w Anglii, gdzie Justyny już od kilku dni nie było. Musiałem pobawić się w detektywa. Szukałem na rożnych portalach społecznościowych jakichkolwiek informacji o Justynie. Udało mi się znaleźć jej profil. Niestety bez żadnego nr telefonu. W takim razie przeszukałem jej znajomych. Tam natrafiłem na pewną osobą. Zadzwoniłem. Okazało się, że dodzwoniłem się do Niemiec. Tam otrzymałem telefon do innej osoby w Polsce, która to osoba wysłała swojego posłańca do domu Justyny i po chwili zadzwoniła do mnie sama Justyna 🙂 
Następnego dnia Justynę spotkałem pod wielką suszarką u fryzjera. Prawie cała jej twarz była zasłonięta i tylko jej wielki uśmiech zdradzał, że tu siedzi szczęśliwa Panna Młoda 🙂 Wojtka nakryłem w jego mieszkaniu. Był lekko zaspany i nie dowierzał, że dziś jest dziś 🙂 
Poniżej mały skrót z ich wyjątkowego dnia: 

I Bóg widział, że było to dobre…


     To był czas wielkich upałów. Temperatura przeginała po całej linii. Żar lał się z nieba. Wszystko wokół schło. Ludzie się topili. I Bóg powiedział: „Niech się stanie klimatyzacja”. I stała się. I Bóg widział, że było to dobre…
     Tego czasu spotkałem się z Justyną i Wojtkiem. Specjalnie na tą okazję przyjechali z Leeds. Na miejscu naszego spotkania zaproponowali, że powożą nas swoim samochodem (moją żonę i mnie) podczas pleneru. Nie chciałem zbytnio się narzucać, ale na słowo KLIMA zmieniłem zdanie 🙂
     Pomimo takiego żaru Justyna i Wojtek nie marudzili i spisali się dzielnie, za co bardzo im dziękuję.

© 2018 Hubert Kalinowski - Wszelkie prawa zastrzeżone