3 czerwca – Dzień Dziecka :)

Dla mnie Dzień Dziecka trwa każdego dnia. Stąd też przekornie piszę o tym trzeciego czerwca, a nie pierwszego. Pamiętajmy o naszych dzieciach. To jest przyszłość tego świata. Od nas zależy jak nasze dziecko będzie postrzegało innych, postrzegało świat. 
Dzisiaj, podczas procesji Bożego Ciała, usłyszałem następujące słowa: „W niedzielę zostanie wyświęcony ksiądz Jerzy Popiełuszko. Jego żyjąca matka, 100-letnia staruszka, na pewno jest dumna ze swojego syna. Jest dumną matką bo jej syn został tak mocno wyróżniony.” 
Każda matka na pewno złapała się na tym, że przynajmniej raz w życiu zamyśliła się nad bardzo daleką przyszłością swojego malutkiego dziecka, w której to przyszłości, jej dziecko jest szczęśliwe, spełnia się w pełni w tym co robi, a najważniejsze, przynosi jej radość i dumę.
Wiele zależy od rodziców, ale też wiele od dziecka. Rodzice, wychowujcie dzieci na mądrych ludzi. Dzieci, róbcie wszystko tak, by Wasi rodzice byli z Was dumni. Nie ważne jest czy nasi rodzice żyją, czy jesteśmy sierotami. Ważne jest by byli z nas dumni na tym lub na tamtym świecie.

Cytuję…

Przeglądając blogi fotograficzne natknąłem się na blog Agnieszki i Marcina Rusinowskich (5CZWARTYCH), gdzie zapoznałem się z bardzo ciekawymi przemyśleniami, do których zapraszam wszystkich. Wystarczy kliknąć TUTAJ.

Pokój z Wami…

Dzisiejszy wpis będzie troszkę inny. Chciałbym przedstawić Wam jednego z młodszych sławnych fotografów zagranicznych. Kanadyjczyk Joey Lawrence. Podobnie jak ja, to samouk, bez specjalistycznego wykształcenia w szkole fotograficznej. Bardzo szanuję jego pracę. Potrafi pokazać wewnętrzne piękno portretowanej osoby i nie jest ważne czy to biedak ze slumsów, czy tubylec z Etiopii. Jego zdjęcia zatrzymują wzrok na dłużej i pozwalają oglądającemu stworzyć własne wyobrażenie historii tego zdjęcia.

Piszę o tej osobie również z innego powodu. Jakiś czas temu Joey wraz ze znajomymi zrobili mały teledysk, który w pewnym sensie jednoczy właścicieli Nikona i właścicieli Canona. Sam nie wiem po co i czemu, ale na niektórych forach fotograficznych panuje spór i delikatna wojna między właścicielami tych dwóch marek. Moim zdaniem jest to wojna zupełnie niepotrzebna. Pokój z Wami, wojownicy! 🙂 Ja kocham Nikona za jego szybkość i szanuję Canona za przeogromny dostęp do stałek. Poniżej teledysk z wyżej wspomnianym fotografem, „NIKON GIRL”:



U znajomych…

Jako, że skończył się sezon, a ja odpoczywam i się relaksuję, dziś nie będzie zdjęć ślubnych. W ramach mojego wolnego czasu podzielę się z Wami moją wizytą u znajomych fotografów, która długo pozostanie mi w pamięci. Załadowany, z samego rana, ruszyłem w stronę dworca PKP. Z ostatniego wpisu wiecie, że nie przepadam za porannymi pobudkami, a szczególnie za takimi, kiedy nie ma jeszcze słońca. To jednak nie był koniec mojego dyskomfortu. Czekała mnie 10-cio godzinna podróż na południe kraju. Mimo, że prowadzę w większości siedzący tryb życia to 10 godzin na tyłku dawało się we znaki. W międzyczasie przeczytałem książkę, porozmawiałem z miłą staruszką, obejrzałem Polskę przez okno pociągu i jakoś czas minął. Na miejscu powitali mnie Dominika i Piotr. Pierwszy dzień, a raczej wieczór upłynął nam na podsumowaniu sezonu 2009. Dzieliliśmy się swoimi doświadczeniami, a także zabawnymi sytuacjami. Zanim ktokolwiek spojrzał na zegarek była już 3 rano. Następnego dnia Dominika i Piotr oprowadzili mnie po okolicy. Po miejscach, które wykorzystują podczas plenerów ślubnych. Najbardziej w pamięci utkwiła mi stara cementownia, której pięknu się poddałem i wyjąłem aparat…


Mnie tu się kojarzy klimat z filmu „ALIEN”

Film „RING”

Piloci tej wycieczki: Dominika i Piotr
S.T.A.L.K.E.R

Piotr zrobił mi i Dominice kilka zdjęć. Od początku naszej wycieczki zazdrościłem Dominice jej torebki więc nie mogłem się już powstrzymać i na czas sesji plenerowej była już przewieszona na moim ramieniu (oczywiście torebka, a nie Dominika :P).

Fot: Piotr. Obróbka: ja
pt.: „Troszkę cyklinowania i możemy się wprowadzać”

Fot: Piotr. Obróbka: ja
„O taką mam torebkę zajedwabistą!”

Świerklaniec też odwiedziliśmy. Miejsce kultu fotoziutków. Dowiedziałem się, że podczas sezonu, a szczególnie w sierpniu, w Świerklańcu nad wodą ustawiają się (dosłownie) kolejki fotoziutków, by w tym magicznym miejscu zrobić idealne zdjęcie. Ja również postanowiłem, że stanę się historią i częścią tego miejsca. Pomogła mi w tym moja para pilotów: Dominika i Piotr. By tradycji stało się zadość, nie omieszkałem użyć lampy błyskowej z palnikiem na wprost, aby dodać jeszcze większej magii temu miejscu. Poniżej kilka wersji zdjęcia z tego magicznego miejsca. Nie wiem na jaką wersję się zdecydować. Starałem się podczas obróbki wykorzystać wszelkie metody stosowane i lubiane (oczywiście na półserio).

Chciałbym podziękować Dominice i Piotrowi za wspaniale spędzony czas. Zapraszam Was do siebie 🙂

Lek na całe zło…

To było ostatnie moje zlecenie w tym roku. Sobota. Zadzwonił budzik. Godzina siódma. Poranek. Słonce zamierzało pospać sobie jeszcze z godzinkę, a ja już musiałem się obudzić. Z jednym okiem zamkniętym, odbyłem poranny rytuał, mając na uwadze to, żeby nie obudzić śpiących jeszcze domowników. W tym czasie doliczyłem się dwóch lub trzech nieudanych przejść przez futrynę drzwi, co mnie lekko rozdrażniło i przekonało, że jedno śpiące oko nie jest warte nieudolnych i bardzo bolesnych przejść z pokoju do łazienki. Przez myśli przeszło mi jeszcze tylko, że może ktoś w trakcie nocy poprzestawiał meble i przejścia między poszczególnymi pomieszczeniami w domu, ale to tylko złudzenie. Wszystko było na swoim miejscu. Zapakowany, „osprzęcony” i z delikatną już chandrą, wyszedłem z mieszkania. Na klatce schodowej zgubiłem jeszcze po drodze klika schodków, co tylko spotęgowało moją chandrę i delikatnie pobudziło. Na dworze powitał mnie sączący się z nieba deszcz. Uczucie zimnych kropel lejących się z nieba orzeźwiło mnie i jeszcze bardziej dobiło. Brakowało tylko, żeby nie odpalił samochód. Odpalił 🙂

Z Moniką i jej siostrą (świadkową) umówiłem się przy stacji benzynowej. Czekając udałem się do tamtejszego sklepiku, żeby kupić coś na rozbudzenie. Deszcz w dalszym ciągu siąpił, było zimno, ciemno… Coś okropnego. W pewnym momencie podjeżdża samochód. Jego wycieraczki równomiernie i cyklicznie przecierały mokre szyby. Światła rozświetlały mroczne i deszczowe ciemności tamtego poranka. Drzwi otworzyły się z impetem i wyskoczyła z nich rozpromieniona Monika. „Pada deszcz!” – krzyknęła mi na powitanie. „Ale to mnie wcale nie obchodzi, bo dzisiaj wychodzę za mąż!” W tym momencie dla mnie deszcz już nie istniał i pomimo panujących ciemności, w duszy świeciło mi słońce. Monika okazała się lekiem na całe zło, które mnie wtedy nawiedziło. Wraz z jej siostrą pojechaliśmy do fryzjera, który był moim pierwszym punktem dokumentowania ślubnego dnia Moniki i Janusza.

Chciałbym jeszcze wspomnieć troszkę o Januszu, który pomimo takiej brzydkiej aury, radością wcale nie odbiegał od stanu duchowego Moniki. Janusz to wielki romantyk. Dowodem tego jest olbrzymi transparent, który powstał z jego ręki z okazji oświadczyn. Transparent ten został zawieszony nad bramą wjazdową Moniki co udało mi się uwiecznić na zdjęciu.

Dziękuję kuzynowi Moniki – Marcinowi, za to, że mnie polecił. Dzięki temu mogłem poznać tak życzliwych ludzi. Marcin podczas wesela zaśpiewał specjalnie dla młodej pary. Co też udało mi się uwiecznić 🙂 Chciałbym się pochwalić, że podczas moich oświadczyn Marcin oraz jego zespół „PARADISE” będący świadkami tego wydarzenia, zadedykowali nam piosenkę 😛

Tradycyjnie zapraszam na kilka zdjęć z niezapomnianego dnia dla Moniki i Janusza…





\








































Ostatki plenerowe…

Monika i Janusz zaproponowali sesję plenerową w Orłowie. Wraz z ich świadkami wybraliśmy się na miejsce. Nie robię sesji plenerowych ze świadkami, ale na kilka zdjęć dałem się namówić.

O Orłowie słyszałem wiele historii od znajomych fotografów, które na miejscu okazały się prawdą. Miejsce to jest jednym z najbardziej obleganych miejsc przez fotografów ślubnych. Podczas naszej kilkugodzinnej sesji plenerowej spotkałem trzech fotografów ślubnych oraz ich młode pary. Pomyślałem, że skoro to miejsce jest aż tak oblegane, to muszę sobie udowodnić, że da się tu zrobić zdjęcie takie, którego jeszcze żaden fotograf tu nie zrobił. Czy mi się udało czy nie, oceni historia 🙂

Po orłowskiej plaży udaliśmy się do sklepu-winiarni, gdzie pracował Janusz, aby to miejsce upamiętnić na zdjęciach. Swoją wyprawę zakończyliśmy w fajnej klimatycznej knajpce w Sopocie.

Monika i Janusz to bardzo sympatyczni ludzie. Od samego początku emanowała od nich niesamowita energia, uśmiech, przyjaźń, radość… Chociaż byliśmy razem tylko kilka godzin, czułem się jakby to byli moi najbliżsi przyjaciele, których znam już z piaskownicy. Dziękuję im z całego serca, że moglem ich spotkać na swojej drodze.

Mimo iż to był ostatni plener w tym sezonie, to w dodatku jeden z tych plenerów, których nie chce się kończyć 🙂














© 2019 Hubert Kalinowski - Wszelkie prawa zastrzeżone