Symulator…

Dziś króciutko. Dla wszystkich, którzy próbują swoich sił w ustawieniach aparatów lub zastanawiają się nad kupnem lustrzanki, ale obawiają się czy sobie poradzą z poprawnym ustawieniu aparatu. Zapraszam do fotograficznego symulatora. Obiecuję, że już wkrótce pojawią się tu jakieś zdjęcia 🙂 Miłej zabawy!


Wspomnień czar…

Wracam dziś z pracy. Zaglądam do skrzynki pocztowej: Tesco, promocja na dywany, katalog Biedronki, rachunki za energię i koperta zaadresowana przez Adama Trzcionkę. Wchodzę do mieszkania, otwieram kopertę, a tam? DYPLOM DLA HUBERTA KALINOWSKIEGO 🙂 Wszystko nagle wróciło: warsztaty z marca, wspaniali ludzie z pasją, którzy mnie wtedy otaczali no i wreszcie moi bogowie: Kalina, Adam Trzcionka i Niedźwiedź. Wspaniale tak powspominać. To były dwa dni, które odmieniły moje życie. Mam nadzieję, że któregoś dnia wszyscy spotkamy się znowu w jednym miejscu by nacieszyć się sobą.

Dyplom znalazł zaszczytne miejsce u mnie w mieszkaniu. Na stoliku prócz dyplomu stoi Nikon D3, który pojawił się pod strzechą po powrocie z warsztatów. Trzy świeczki. Czemu trzy? Liczba pełna, doskonała i tylu na warsztatach było mentorów, którzy rozświetlali mi swoją wiedzą i doświadczeniem ciemne zaułki fotografii ślubnej 🙂 A czemu świeczki? Warsztatowcy repoglamour na pewno wiedzą 🙂 Jest też lampka wina. Symbolizuje mój warsztat fotograficzny. Wino im dłużej dojrzewa, tym jest lepsze w smaku i bukiecie. Podobnie mój warsztat fotograficzny… Na warsztatach repoglamour otrzymałem ziarenko wskazówek i wiedzy, które to ziarenko z biegiem czasu coraz bardziej rośnie, rozkwita, wypuszcza nowe pędy. To właśnie symbolizuje lampka wina. Jest też płyta, którą otrzymałem na warsztatch, a dzięki której moja obróbka jest lepsza. Koperta z Adamem Trzcionką jako nadawcą listu symbolizuje moje znajomości, których by sie nikt nie powstydził 🙂

Pozdrawiam wszystkich z repoglamour. Do zobaczenia gdzieś, kiedyś…

Gwiazdka w kwietniu

Tydzień temu w sobotę mogłem spróbować swoich sił jako belfer. Od jakiegoś czasu niechcący uczę swojego kolegę miłości do zdjęć. On zaczyna od małpki. Powoli przekonuje się do lustra.

Żona wyjechała na weekend dorabiać, to ja wpadłem na iście szatański pomysł 🙂 Pomyślałem sobie, że kiedyś byłem bardzo nieszczęśliwy. Nie miałem nikogo, kto mógłby mi pokazać zalety lustrzanki. Wszystkiego od podstaw musiałem uczyć się sam metodą prób i błędów. Narzekałem, że nie mam nikogo, kto mógłby mi udostępnić swój aparat chociażby na chwilkę, abym mógł do niego się przekonać. Zauważyć jego plusy i minusy. Marzyłem o takim dniu, gdzie poszedłbym do swojego znajomego, który jak Święty Mikołaj otworzyłby swój wór z prezentami, z którego wysypałyby się szkła, aparaty i inne gadżety fotograficzne. Taki „Mikołaj”, który podzieliłby się ze mną swoim doświadczeniem, odpowiedział na moje pytania, wytłumaczyłby mi co i jak. Skoro sam staję się Świętym Mikołajem to czemu by tego nie wykorzystać i nie zrobić Bożego Narodzenia w kwietniu?

Spotkaliśmy się na dworcu. Słynąc ze swojej „punktualności” spóźniłem się o 5 minut na odebranie mojego gościa z dworca. Z drugiej strony, kto w sobotę wstaje o 9 rano?!?! Ale jak już obiecałem to wstałem, mimo, że z małym poślizgiem 🙂

Ruszyliśmy z Bąblem na spotkanie naszego sobotniego gościa. Dotarłem do celu na dworzec. Zasapany, spocony, ale „prawie” na czas 🙂

Dawno się nie widzieliśmy, więc ja podziwiałem jego posturę, a on chwalił moją żonę, że tak dobrze się mną zajmuje, co widać i to aż nadto 😛 Spacerkiem ruszyliśmy do domu, by tam zacząć najprzyjemniejszą rzecz – naukę fotografii.

W domu „otworzyłem wór z prezentami” i kumpel przebierał w czym chciał. Używał czego chciał. Cieszyły go rzeczy, które starych wyjadaczy nawet nie ruszają, a o których w małpkach można zapomnieć. Cieszył się jak dziecko ze wszystkiego. Wiem, że pokazać coś jest łatwiej niż to wytłumaczyć, więc taką zasadą się kierowałem. Czego nie potrafiłem wytłumaczyć, pokazywałem to 🙂 Kolega chłonął wiedzę jak gąbka wodę. W pewnym momencie nawet jakby w trans wpadł 🙂 Bardzo mnie cieszyła ta jego radość. Widać, że fotografia i nauka o niej sprawia mu przeogromną satysfakcję i radość, jak dziecku, który dostał na gwiazdkę prezent, na który czekał latami 🙂 Udało mi się nawet uwiecznić to na zdjęciu:


Po teorii przyszła pora na praktykę. Wyszliśmy z aparatem do ludzi. Ja szedłem z całym zaopatrzeniem na plecach i Bablem, a mój uczeń z aparatem szukał dobrych kadrów. W międzyczasie również była teoria oraz wykorzystanie jej w praktyce. Patrząc na niego, widziałem ten zapał i szał, który mną kierował, kiedy zaczynałem się uczyć fotografowania.

Wróciwszy do domu obrobiliśmy kilka zdjęć wykonanych na spacerze. Kolega wstydził się pokazać jakiekolwiek zdjęcie. Wiem jak to jest 🙂 Ja też na warsztatach wstydziłem się pokazać jakiekolwiek zdjęcie Kalinie, albo Adamowi. Po lekkich namowach zaczęliśmy obróbkę. Kolega przekonał się, że zdjęcie to połowa sukcesu i nie zawsze da się pokazać na nim to, co sobie wcześniej się upatrzyło i w taki sposób jakby się to chciało pokazać. Temu właśnie służy obróbka.

W nocy spróbowaliśmy swoich sił w fotografii nocnej. Mój uczeń był zauroczony sztuczkami, które mu pokazałem.

Cieszę się, że mogłem mu przybliżyć fotografię. Ale jeszcze większą satysfakcję czerpałem z jego zaangażowania, ze skupienia. Widać, że bardzo lubi fotografię. Wręcz pasjonuje się nią.

Do małpki (jak przypuszczałem) od tamtej soboty już nie wrócił 🙂 Co ciekawe deklaruje się, że też chce się zająć fotografią ślubną 🙂

Minął tydzień jak z bicza strzelił…

…a ja wciąż żyję tylko warsztatami REPOGLAMOUR. Budzę się i zasypiam z dyrektywami wszczepionymi w mój podatny na wszelkie uwagi umysł. Ludzie oglądają moje zdjęcia i chwalą, co tylko mnie przekonuje, że dokonałem właściwego wyboru wpłacając niemałą sumkę na cele warsztatowe. Wielu znajomych mówiło, że to inwestycja i się zwróci, a nawet z zadatkiem. Okazuje się, dziś, że mieli rację. Wciąż napływające zgłoszenia ludzi zainteresowanych moimi usługami, sprawiają, że wciąż na nowo zapala się we mnie wewnętrzna świeczka i promieniuję nią cały. Zaraziłem już swoją żonę i najbliższą rodzinę. Mówią mi, że taki szczęśliwy i radosny już dawno nie byłem.
Jedna z dyrektyw warsztatowych (mam nadzieję, że jak ją podam, to mnie nikt z warsztatowców ani tym bardziej mentorów, nie ukamienuje za rozpowszechnianie) brzmiała: INWESTYCJA W SPRZĘT. Od wczoraj uruchomiłem ową dyrektywę i wchodzi ona właśnie w życie. Sprawiło to, że jak Bozia dopomoże, to w najbliższej przyszłości (być może nawet za tydzień) moja stajnia sprzętowa dość mocno się rozrośnie o najlepsze, a co za tym idzie najdroższe „ogiery” czystej krwi japońskiej spod znaczku Nikona. Na razie nic więcej nie mogę zdradzić. Jedynie jeszcze dopiszę, że zdjęcia zyskają i to BARDZO. A co za tym idzie – moi Klienci zyskają zdjęcia o lepszej plastyce i jakości.
Poniżej, odgrzewając emocje warsztatowe, przedstawiam zdjęcia z backstage’u warsztatowego z moją osobą i na końcu jedno moje z Panną Młodą.

(fot. Jakub Zarembski)

JA – pierwszy od prawej (fot. Jakub Zarembski)

Ja – w tle pierwszy od prawej (fot. Jakub Zarembski)

Iść, ciągle iść w stronę słońca, czyli REPOGLAMOUR

Od ostatniego postu BARDZO dużo się zmieniło w moim życiu i w moich warsztatach. A wszystko to miało miejsce w ostatni weekend (14-15 marca). Brałem udział w warsztatach organizowanych przez Annę Kalinę Ciesielską, Adama Trzcionkę oraz dyr. technicznego Mariusza „Niedźwiedzia” Spurch.

Atmosfera była niesamowita. Już na samym początku wszyscy uczestnicy poczuli jedną wielką jedność z sobą, jak na spotkaniu jakiejś sekty 🙂 Uczyliśmy się na błędach i osiągnięciach w/w tu osób. Zdradzono nam sekrety, do których odkrycia można dojść dopiero po 50 lub więcej zleceniach. Niesamowite były przerwy, bo uczestnicy warsztatów zamiast ten czas zorganizować sobie i uzupełnić siły, to ci okrążali swoich mentorów (ja też) i wciąż ich gnębili (tym razem luźniejszymi) pytaniami. Świadczy to o wielkim zaangażowaniu uczestników w warsztaty. Nie byliśmy tam, żeby odpękać, ale byliśmy spragnieni wiedzy, jak źródła chłodnej wody na pustyni. Wiązaliśmy wielkie nadzieje z tymi zajęciami.

Po godzinach wykładów, gdzie nasze mózgi zostały nasączone wiedzą, ruszyliśmy w plener spotkać się z parą młodą, która na nas już czekała. Byli to Wiki i Remi 🙂 Ludzie o wielkiej cierpliwości, a takową trzeba mieć kiedy na raz fotografuje ich 13 fotografów i każdy co jakiś czas prosi o coś innego. Znosili te męki godnie jak przystało na modeli. Aż dziw bierze, że nie są to modele, bo zbytnio nie trzeba było interweniować w ich zachowania. Wystarczyło tylko rzucić jakieś hasło, a oni to robili i to IDEALNIE.

Ja drugi od lewej (fot. Kalina)

Szarańcza 🙂


Adam Trzcionka w akcji 🙂

W przerwie plenerowej skoczyliśmy do knajpki w całości zarezerwowanej dla nas i tam dalej chłonęliśmy wiedzę, tym razem przy piwku i innych dogodnościach, dzięki którym nauka była bardziej przyswajalna. Po napełnieniu żołądków ciepłą strawą, a pęcherzy złotem w kuflach kontynuowaliśmy sesję zdjęciową młodej pary. Było niesamowicie. Knajpka była bardzo klimatyczna więc i zdjęcia ładne wychodziły.

Kolejny backstage:)
Ja jestem ukryty po prawej stronie zdjęcia po lewej
, ten skulony 🙂 (fot: Kalina)

Niedźwiedź przy bardzo odpowiedzialnej funkcji – świeci przykładem dla wszystkich.
Ja to ten pierwszy od prawej. (fot. Adam Trzcionka)

A po oficjalnym zakończeniu pierwszego dnia się działo 🙂
(fot. Łukasz Sowa http://lukaszsowa.com)

Następnego dnia wszystkie nasze wypociny zdjęciowe poddaliśmy obróbce. Początki były trudne, ale im dłużej obrabialiśmy tym łatwiej to nam szło. Każda pochwała naszych mentorów, którzy przemieszczali się pomiędzy rzędami krzeseł i czujnym okiem obserwowali wszystkie nasze poczynania, była jak słodki miód i dodawała powera.

Niestety, ale jak coś się zaczyna to kiedyś też się i kończy. Pamiątkowa fotka na koniec, czułe pożegnania i każdy ruszył swoją drogą do domu.

(fot. Pan Portier z Kocjana 3)

Poniżej kilka z wielu zdjęć jakie udało mi się zrobić na tych warsztatach pod czujnym okiem organizatorów. Pozdrawiam wszystkich organizatorów i uczestników!
Więcej na forum
REPOGLAMOUR

© 2019 Hubert Kalinowski - Wszelkie prawa zastrzeżone