ZAKAZ FOTOGRAFOWANIA

Co u mnie słychać? To co zawsze i przeważnie, jeśli nie fotografuję – OBRÓBKA 🙂 Powolutku i systematycznie nadrabiam zaległości. Do światełka w tunelu jeszcze troszkę, ale nie jest źle.

Otrzymałem od żony bardzo fajny prezent imieninowy:) Nie mogłem się powstrzymać, więc po imprezce dałem żonie aparat i konsekwencje tego można zobaczyć poniżej.

Zaś co do prezentu, to wiem już jaka koszulka będzie moją ulubioną 🙂



Szkoda, że doba ma tylko 24 godziny :(

Jest środek sezonu. Mnóstwo zleceń, mnóstwo zdjęć, mnóstwo nowych ludzi, a doba niestety ma tylko 24 godziny 🙁 Jestem zagrzebany po sufit w zdjęciach. Codziennie albo sesja fotograficzna, albo obrabianie. Powoli widać już światełko w tunelu. Jednak za chwilkę zostanie ono zasypane przez kolejną porcję zdjęć do obróbki 🙂

Dziś tylko jedno zdjęcie-demo z pleneru Wiesi i Remiego, których serdecznie pozdrawiam 🙂 Wkrótce zaproszę na więcej zdjęć, jak tylko wygrzebię się spod stosu gigabajtów.

Zagrałem w filmie :)

Nie wiem jak Was, ale mnie zawsze (swego czasu) ciekawiło jak wyglądają takie sesje plenerowe. Na sesji plenerowej Agaty i Marcina moja żona pojawiła się z kamerą. Starałem się nie zwracać uwagi na kamerę, podobnie sam proszę moich modeli, żeby podczas reportażu nie zwracali uwagi na mnie i mój aparat. Na samym początku było ciężko. Potem zapomniałem o kamerze i wpadłem w wir fotografowania. Poniżej teledysk mojej żony z wyżej wspomnianego pleneru.


"Jak na papieżu"

Wyobraź sobie, że stoisz przy polnej, ubitej drodze. W oddali słyszysz delikatny szum, który gwałtownie się wzmaga i przeradza w odgłos, jakby rozwścieczonego roju szerszeni. Potem słyszysz coś jakby wielkie tornado. Następnie zaś przestrzeń dźwiękową opanowuje warkot silnika (na najwyższych obrotach) i czujesz jak pod Twoimi stopami lekko drży ziemia, a w brzuchu burczy jakbyś był na koncercie i czuł w trzewiach wielki bas. Z daleka słychać wrzaski ludzi – głośne „OCHY” i okrzyki radości. Gwizdanie ostrzegawcze służb porządkowych o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Czujesz jak adrenalina rozchodzi się po całym ciele, stoisz kilka metrów od trasy pędzącego samochodu i nagle czujesz olbrzymi podmuch, który prawie Cię odrzuca (a może to strach każe Ci uciekać?). Przeładowany siłą i mocą, kolorowy potwór przelatuje obok Ciebie mając ponad 200km na liczniku na wąskiej lekkiej nawierzchni, by za chwilę oderwać wszystkie cztery koła od ziemi i poszybować 1,5 metra nad ziemią na najbliższej hopce, a Ty czujesz się jakbyś to właśnie Ty siedział za sterami tego rozwścieczonego stwora. Niesamowita adrenalina i emocje. Tak jest podczas mojego kochanego sportu – rajdów WRC!!!

W ten weekend miałem tą przyjemność być kibicem podczas 66 Rajdu Polski. Był to rajd, który został włączony do rajdów światowych. Tak więc w tym roku kibiców była masa. Byłem nawet niechcący świadkiem rozmowy dwóch tubylców (dwaj starsi panowie w gumiakach) komentujących ilość kibiców. Najbardziej zapamiętałem to zdanie: „Popatrz, popatrz, jak na papieżu…”.

Zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć z 27 czerwca (sobota) – drugi dzień rajdu. Przed obejrzeniem, aby poczuć chociaż w kilku procentach rajdowy klimacik, polecam włączyć jeden z utworów poniżej – specjalnie napisany pod kibiców rajdowych:

RAJD JEST RAJD

RAJDOWY WEEKEND

Sebastian Loeb na 66 Rajdzie Polski. Nie sądziłem, że dożyję tej chwili 🙂 Aż łezka w oku się kręci 😉

Kibice dbają o swoje wygody…

Giżycko wynajęło sobie transport u tubylców, zaś inni niestety na odcinki przedzierali się piechotą 🙁

Podrzucam też filmik autorstwa Palibata. Filmik również bardzo dobrze oddaje atmosferę rajdu.

DO ZOBACZENIA NA RAJDZIE POLSKI ZA ROK…

Wiosenne porządki…

Wiosna pełną parą. Trwają wiosenne porządki. Zaczyna się odkurzanie, mycie okien… Skoro wiosenne porządki to trza by odkurzyć troszkę tego bloga 🙂


Sezon fotograficzny w pełni. Między innymi z tego powodu dawno nie było na blogu żadnego wpisu. Dziś nadrabiam.

Ostatnio moje życie prywatne jest dość monotonne 🙂 Jak tylko wracam z roboty, zjem obiad, zabieram się za kolejną robotę (obróbkę zdjęć moich klientów). Siedzę do późnych godzin nocnych przed komputerem. Żeby z newsami ze świata być na bieżąco, włączam telewizor i słucham go, będąc odwróconym do niego plecami. Kolejnego dnia z rana do pracy. Przyznam, że do pracy nad zdjęciami podchodzę znacznie bardziej entuzjastycznie niż do pracy „pracowej”. Lubię pracę nad zdjęciami. Gorzej z tą drugą pracą 🙁 Co mnie coraz bardziej zastanawia nad odejściem i poświęceniem się tylko i wyłącznie fotografii.

Zauważyłem ostatnio coś w pracy „pracowej”. Minął już rok mojego małżeństwa, a ja na biurku do tej pory nie dorobiłem się zdjęcia mojej kochanej żony 🙂 Wczoraj w nocy postanowiłem to zmienić. Ależ mnie to gryzło! Robię zdjęcia, a nie mam na biurku zdjęcia swojej żony 🙁 Żona tak bardzo się dla mnie poświęca. Znosi moje codzienne przesiadywanie nad zdjęciami tyłem do niej, częste braki czasu dla niej, a ja w żaden sposób nie wyraziłem swojej wdzięczności.

Poniżej przedstawiam zdjęcie mojej żony. Zdjęcie, które czekało prawie miesiąc, aż do niego zajrzę i się nim zajmę. Teraz pozostaje tylko odbitka i w ramki, a żona będzie zadowolona no i mnie sumienie nie będzie już tak gryzło 🙂

Wspomnień czar…

Wracam dziś z pracy. Zaglądam do skrzynki pocztowej: Tesco, promocja na dywany, katalog Biedronki, rachunki za energię i koperta zaadresowana przez Adama Trzcionkę. Wchodzę do mieszkania, otwieram kopertę, a tam? DYPLOM DLA HUBERTA KALINOWSKIEGO 🙂 Wszystko nagle wróciło: warsztaty z marca, wspaniali ludzie z pasją, którzy mnie wtedy otaczali no i wreszcie moi bogowie: Kalina, Adam Trzcionka i Niedźwiedź. Wspaniale tak powspominać. To były dwa dni, które odmieniły moje życie. Mam nadzieję, że któregoś dnia wszyscy spotkamy się znowu w jednym miejscu by nacieszyć się sobą.

Dyplom znalazł zaszczytne miejsce u mnie w mieszkaniu. Na stoliku prócz dyplomu stoi Nikon D3, który pojawił się pod strzechą po powrocie z warsztatów. Trzy świeczki. Czemu trzy? Liczba pełna, doskonała i tylu na warsztatach było mentorów, którzy rozświetlali mi swoją wiedzą i doświadczeniem ciemne zaułki fotografii ślubnej 🙂 A czemu świeczki? Warsztatowcy repoglamour na pewno wiedzą 🙂 Jest też lampka wina. Symbolizuje mój warsztat fotograficzny. Wino im dłużej dojrzewa, tym jest lepsze w smaku i bukiecie. Podobnie mój warsztat fotograficzny… Na warsztatach repoglamour otrzymałem ziarenko wskazówek i wiedzy, które to ziarenko z biegiem czasu coraz bardziej rośnie, rozkwita, wypuszcza nowe pędy. To właśnie symbolizuje lampka wina. Jest też płyta, którą otrzymałem na warsztatch, a dzięki której moja obróbka jest lepsza. Koperta z Adamem Trzcionką jako nadawcą listu symbolizuje moje znajomości, których by sie nikt nie powstydził 🙂

Pozdrawiam wszystkich z repoglamour. Do zobaczenia gdzieś, kiedyś…

© 2019 Hubert Kalinowski - Wszelkie prawa zastrzeżone